Wczesno wiosenna myśl o sezonowej, motocykowej śmierci na drodze. Tym razem w tle koszmar śmierci szerzonej przez koronovirusa.

TAK SIĘ ROZPOCZYNA

Z pogranicza felietonu. odcinek II 2020

Wiosenny powiew motocyklowej śmierci na drodze? Motocyklisto – chyba masz jeszcze coś ważniejszego do zrobienia. Pomyśl. Jeszcze masz szansę.

Sobota. marzec 2020

Od rana w naszym regionie słupskim piękna, słoneczna i ciepła jak na ten okres pogoda. To dzień który należałoby wykorzystsc w domu i w grodziei tak wielu czuni choc prawne ograniczenie wychoidzenia z domu w zwiaxku z epidemią virusa nakazuje ostrożnośc. Choć mój ogród graniczy z stolicą regionu słupskiego i odległy jest ponad 5 km od tej aglomeracji – to już od rana przez kilka gdzie z kierunku od Słupska słychać ryk silników, charakterystycznych dla ścigaczy motocyklowych.

W pierwszym momencie byłem prawie przekonany, że to w Słupsku lub jego pobliżu odbywają się jakieś zawody motocrossowe. Jednak jakoś ten “ryk” silników odmienny był od maszyn motocrossowych ale nie bo virus na to nie pozwala. i

W czasie słonecznego upojenia w ogrodzie zapomniałem skojarzyć że to chyba otwarcie śmiercionośnego sezonu motocyklowego 2020 ale na to tez virus nie pozwala. Jakże to mocne otwarcie – że przez klika godzin ryk maszyn gdzieś z kierunku Słupska nie ustawał a o przymusie jego wyciszenia mowy nie było.

To mnie zmartwiło jako że mam świadomość tragicznych zdarzeń z udziałem motocyklistów które w procesach sądowych lub w postępowaniach przygotowawczych prokuratorsko policyjnych sporządzałem opinie i rekonstrukcje takich zdarzeń. I to nie tylko z regionu słupskiego.

Opiniowanie takich zdarzeń z powodu ich wysokiego stopnia śmiertelności (oczywiście w grupie motocyklistów) zawsze pozostawiał we mnie poczucie bezradności nas wszystkich co do mało skutecznych działań w zakresie ograniczenia śmiertelnych wypadków w ogóle a w grupie motocyklistów szczególnie. Oglądanie zdjęć śmiertelnych ofiar wypadków w grupie motocyklistów w aktach sprawy to dla mnie szok mimo że lata opiniowania winne mnie na taki widok uodpornić.

Szok wywołują liczne obrażenia motocyklistów które nie dają zwykle szans na przeżycie. Najbardziej jednak przeżywałem informacje z akt sprawy zdarzenia drogowego – z których wynikało że ofiarą śmiertelną wypadku jest młody lub bardzo młody człowiek – ojciec dopiero co urodzonego syna lub córki a często ojciec dwójki czy trójki dzieci. Wtedy przychodzi nieodparta, niechciana, odpychana na siłę myśl -że przecież w wypadku nie tylko z winy motocyklisty ale także każdego innego kierującego mogła niewinnie zginąć moja najbliższa czy najbardziej kochana osoba. Także przerażająca mnie teza tych którzy z głupoty powodują tragiczne w skutkach zdarzenia drogowe – i powtarzają – mnie się nic nie przydarzy , jestem najlepszy.

Motocykliści – to kierujący pojazdami którzy nie są w ogóle chronieni w bezpośrednim kontakcie z pojazdem samochodowym. Złudne jest wyobrażenie, że kask, ochraniacze, okulary, obuwie – mogą skutecznie ochronić życie motocyklisty. Z mojej praktyki opiniowania wypadków z udziałem motocyklistów tej tezy nie da niestety się potwierdzić. Wszelkie ochraniacze mogą chronić wyłącznie w korzystnych zbiegach okoliczności i niewielkich prędkości motocykla lub innego pojazdu kolizyjnego.

Kierujący motocyklem musi mieć tę świadomość (ale rzadko ją posiada) że motocykliści także często giną w sytuacjach gdy mają pierwszeństwo na drodze przed innym uczestnikiem ruchu bo po prostu dla innego kierującego są mniej widoczni lub prawie niewidoczni na drodze . Co to ma za znacznie dla motocyklisty jeżeli zostanie unicestwiony z winny innej niż własnej?

Z mojego teksu na wstępie na pierwszy rzut oka mogłaby wynikać moja niechęć do motocyklistów jako takich. Jednak druga część felietonu tylko potwierdza moją ogromną troskę o poprawę bezpieczeństwa na drogach właśnie w tej kategorii motocyklowej. Musimy przekonywać wszystkich motocyklistów, że w konfrontacji z własną, piekielnie szybka maszyna oraz z innymi większymi pojazdami jest na pozycji przegranej w momencie wsiadania na motocykl.

A TAK CZĘSTO SIE KOŃCZY

Zdjecie śmiertelnego wypadku drogowego źródło: PSP Wejherowo (internet)

Najwięcej czasu i siły na mojej drodze zawodowej związanej w dużej części z bezpieczeństwem ruchu drogowego poświęcałem najsłabszym i najmniej chronionym uczestnikom tego ruchu czyli najmłodszym, pieszym, rowerzystom, motorowerzystom i motocyklistom. i to u podstaw : w przedszkolu, w szkole każdego poziomu według towarzyszącego mi w pracy zawodowej i społecznej motta: “Czego się Jaś nie nauczył – tego Jan nie będzie umiał”. A praktyka? Duży niedosyt i niekorzystny ranking europejski śmiertelnych ofiar wypadków drogowych, a wniosek? “Młody Jaś choćby mocno chciał – to nie ma wielkich szans na edukację BRD w placówkach oświatowych, a Jan? – już za późno na naukę a represje mało skuteczne. Pocieszające? Jaś coraz częściej uczy Jana jak ma się zachować na drodze”


Możliwość komentowania Wczesno wiosenna myśl o sezonowej, motocykowej śmierci na drodze. Tym razem w tle koszmar śmierci szerzonej przez koronovirusa. została wyłączona