Rodzinny wyjazd w ostatni wekend lata 2020 – to poczateķ walki z chorobą Covid 19 – niestety nie hipotetyczną i nie wymýsloną jak mawiają niektórzy, niestety z objawami zagrażającymi życiu, niestety ze świadomością najczarniejsza z możliwych. Końca choroby mimo że z przydomkiem “ozdrowieniec” długo się nie da się przewidzieć.

To jakby zdjecia nie z kovidowego armagedonu ale z kosmosu. Jedziesz nie z wlasnej woli ale pod silnym rygorem i nadzorem pandemicznego prawa nie wiedzac gdzie, nie wiedzac na jak dlugo i z ogrombym psychicznym naporem, czy jeszcze zobaczysz najbardziej kochane osoby. Taka swiadomośc w tej strasznej narodowej tragedii- jak igła przeszywa ci nadszarpnieta w balaganie -twoja swiadomośc

Wyjazd rodzinny z nieznajomym i niewidocznym pasażerem na gapę. Ale jakże bezwzględnyn i nieobliczalnym.

To był naprawdę znakomity wyjazd z moimi najbardziej kochanymi osobami z rodziny nad piękne polskie morze do Poddebia w ostatni wekend lata i za ten wyjazd bedę im do końca życia wdzieczny. (Najdrozszej żonie – tez mocno doswiadczonej a moze najbardziej z nas wszysykich – (bo to takie kruche serce miłosierdzia)
Może to ten jedyny wyjazd tego roku bo czasu zawsze małó a wirus swoje żniwo w Polsce zbierał . Wyjątkowo ostrożni z dystansem do innych ludzi aby nie krzywdzic ich z naszego powodu.. A jednak dopadł w najbardziej nieoczekiwanym momencie. Jezeli Bóg pozwoli – to potwierdzę ze ten wyjazd nadmorski z rodziną był podarowany nam przez samego Boga tak jakby chcial nam ztekompensować naszą miłujaca sie rodzinę – tym co mialo nastapić jak piorun z cieżkiej chmury burzowej który trafia przypadkowo ale celnie.Chciał zrekompensować ale sygnału czy ostrzezenia -skąd nieznajomy przychodzi — nie odczytaliśmy. Czy piwinniśmy? Jakby się tak dobrze przyjrzeć to moglismy -bo otczytalismy ten sygnał po czasie.
Nie powiem – jak zwykle mawiałem – że tak sie stalo z woli Bożej. Nie powiem bo właściwie teraz odczytalem słowa kochanej córki – też mocno doswiadczonej tym nieproszonym nieznajomym, “Tato nie mów tak bo sam swoim postepowaniem w zyciu mnie tego przez lata uczyłeś. “BÓG JEST BARDZIEJ MIŁOSIERNY NIZ N9AM SIĘ WYDAJE, A KRZYWDY jaka by nie była nie czyni Bóg tylko ludzie. którym Bóg dal wolną wolę i rozum do dzialania – zgodnego z dekalogiem ale i wlasnym sumieniem. W nim sie mieści każdý – ten wierzacy i inaczej wierzacy – byleby był dobry. Ja kocham i kochalem ludzi zawsze i zawsze dla nich zyłem nie oglądajac się ze niektorzy inaczej to odczytywali. W obliczu tej narodowej a przede wszystkim rodzinnych tragedii przyjdzie czas na refleksję. Jeżeli podobnie jak ja kochacie ludzi – to nie czyńcie z powodu własnej arogancji niczego co by ułatwilo dzumie 21 wieku unicestwienie chocby jednego zycia i tylko dlatego ze maseczka była za ciasna, tylko dlatego ze nie mozna pojśc na piwo? A moze po prostu komus na złość. Tylko kto jest tym kimś a może czymś. To może dopaść kazdego z nas i nasze rodziny. Czy wtedy spojrzysz w oczy kochanej przez ciebie osoby, cierpiacemu lub umierajacemu, -z Twojej właśnie winy. Z pozycji i miejsca z ktorego to piszę – ufam że tak nie bedzię i ufam że nie zyczymu nikomu aby musiał sie do tak wielkich tragedii przekonac na własnych przykładach. Szczęśc Boże a z nim zdrowia życzę Wszystkim.

Możliwość komentowania Rodzinny wyjazd w ostatni wekend lata 2020 – to poczateķ walki z chorobą Covid 19 – niestety nie hipotetyczną i nie wymýsloną jak mawiają niektórzy, niestety z objawami zagrażającymi życiu, niestety ze świadomością najczarniejsza z możliwych. Końca choroby mimo że z przydomkiem “ozdrowieniec” długo się nie da się przewidzieć. została wyłączona