Nowe “Stawy Klasztorne” przy ul Grunwaldzkiej w Słupsku z podwójną śmiercią młodych (bardzo młodych ludzi w 2018 i 2021 r) w tle. – to powód do dumy władz miasta czy też powód do wstydu z tytułu nietrafionej inwestycji. Takich śmiercionośnych zbiorników wodnych (glinianek) w Słupsku nie pamiętam.

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie image-22.png

Po   tragicznym utonięciu    młodego 26 letniego człowieka  w tzw. Stawie  Klasztornym przy ul Grunwaldzkiej  w czasie ratowania  pieska  wypowiadają się  rożne osoby  głównie  z nutą  zdziwienia że w ciągu 3 lat  ginie druga osoba (w 2018  roku mała dziewczynka) w miejscu gdzie z założenia miało być ładnie, bardzo  rekreacyjnie i zdrowo choć już na etapie projektowania a potem wykonawstwa  zadanie to budziło wiele  kontrowersji nawet wśród radnych i zarządców miasta Słupska, jako    że zabagnionych stawów, różnych glinianek wodnych  i bajorek w Słupsku i w otoczeniu Słupska było wiele które wystarczyło jedynie uporządkować i ucywilizować.

Z zainteresowaniem  przeczytałem jednak  tezę ratownika  chyba dla radia Gdańsk –   który prawdopodobnie  broniąc się przed  pytaniami o zaniechanie akcji w tym samym dniu i  przeniesienie jej na dzień następny stwierdził: „Dobry Ratownik to żywy ratownik”.:

cyt: za  art. na stronie Radia Gdańsk

W sobotę na Stawach Klasztornych 26-latek próbował ratować psa, który wbiegł na lód. Niestety, mężczyzna utonął. Straż pożarna musiała przerwać poszukiwania ze względu na zapadający zmrok. Akcję wznowiono w niedzielę rano.
Piotr Dąbrowski podkreśla, że to była słuszna decyzja. – Dobry ratownik to żywy ratownik. Nie można ryzykować życiem płetwonurka czy strażaka, ratownika. Szukanie po omacku to szukanie igły w stogu siana. Jeśli do zmroku dochodzi mała przejrzystość wody, to taka akcja nie ma większego sensu. Dowódca podejmuje decyzję, proszę mi wierzyć, często z ciężkim sercem, ale taka jest po prostu procedura – dodaje Piotr Dąbrowski.

Z  tym można się w tej konkretnej sytuacji zgodzić pod warunkiem   że dotyczy to  sytuacji jednego a może dwóch ratowników na jednego topielca obecnych  w czasie wpadnięcia do wody. W środkach przekazu i  portalach społecznościowych  czytam jednak dalej, że w natychmiastowej akcji ratowniczej udział brało   kilka zastępów straży pożarnej.  Jeżeli tak to   jako  dość pilny obserwator zjawisk społecznych   zastanawiam się, że  w sytuacji kilku zastępów strażaków w akcji ratowniczej – raczej nie było obaw, że  ratownikom z tzw. pierwszej linii  w tej niewielkiej  wodna – błotnej gliniance (według  strażaków bardzo zabrudzonej) o  zaszczytnej nazwie STAWÓW  KLASZTORNYCH – może przydarzyć się jakaś krzywda przy tak specjalistycznej  i liczbowo sporej asekuracji fachowców.

Być może  mróz i zimna woda przesądziła o decyzji  zawieszenia akcji w  dniu tragedii i przeniesienia jej na dzień następny, choć ta teza mnie nie przekonuje bowiem   nasi  strażacy niejednokrotnie okazywali bohaterstwo w wielu akcjach krajowych i światowych  ratując  wiele bardziej ekstremalnych warunkach od  bardzo zimnych do super gorących.

W powszechnym obiegu  a nawet w definicji WIKIPEDII można doszukać się wiedzy, że  nagłe wyziębienie organizmu  często daje  więcej czasu na uratowanie człowieka spod lodu w wyniku  tzw. hipotermii (każdy sam może doczytać). Może ta wiedza to tylko teoria  i nie  adekwatna  do tego wypadku.

Posiadany sprzęt    przez strażaków  oraz ilość strażaków  pozwalało moim zdaniem  w sposób bardzo skuteczny asekurować     ratowników, gdyby podjęli się    poszukiwania ofiary  natychmiast po  wkrótce po wypadku. Ekstremalnie niebezpieczne warunki takiej akcji wyławiania człowieka w tym samym dniu raczej  nie występowały, chyba że  były jakieś okoliczności, których my raczej laicy od   ratownictwa  – nie jesteśmy w stanie zrozumieć   lub  takich powodów nie podano do publicznej wiadomości.,

To zdarzenie, wszakże wydarzyło się na oczach innych ludzi, którzy natychmiast powiadomiły stosowne służby.

Może moje dywagacje są na wyrost, ale widzę, że  także  z różnych innych miejsc takie wątpliwości się rodzą w sytuacji tego kolejnego już tragicznego zdarzenia w tym samym miejscu.

Przy okazji wspomnę wydarzenie z mojej  autentycznej i prawdziwej obserwacji  choć w  czasie już mocno odległym, kiedy to obserwowałem (z innymi gapiami) od początku do końca akcję strażaków   ratujących  człowieka, który z powodów życiowych targnął się na własne życie a na miejsce zakończenia żywota wybrał  gliniankę wodna, zabagnioną mocno choć większą od tej    ze Stawów Klasztornych. 

Brak możliwości szybkiego dotarcia do  topielca   spowodowała jednoznaczna decyzję o  wypompowaniu wody  z tego stawu (glinianki) nastąpiło to w ciągu  3 – 4 godzin, mimo że  technicznie straż przed kilkudziesięciu laty  była kiepsko  wyposażana  (użyto tzw. motopomp). Oczywiście  człowieka się uratować nie udało, ale   w oczach tzw. gapiów strażacy     jeszcze bardziej poprawili swoje notowania.

Czy więc jeżeli  to już drugi  tragiczny wypadek  w tym stawie i  w ciągu tak krótkiego bez szans na  skuteczna akcję ratowniczą w obu przypadkach –  musi  pojawiać się pytanie, które postawiłem na moim poprzednim wpisie na tym blogu.   Czy    takie  śmiercionośne glinianki z których nijak nie da się wydostać  w odpowiednim czasie  tonącego człowieka  mają swoje  uzasadnienie co do    ich roli podczas projektowania i wykonania takiej inwestycji?.  Czyżby staw ten był aż tak głęboki by nie dawał szans na  powrót do brzegu, a może     konstrukcja   koryta  stawu (skośny spadek brzegów  w kierunku dna) w żaden sposób nie pozwala na    próbę ratowania się.  

Czy apele ratowników by nie wchodzić na lód i nie ratowania  swoich mniejszych braci mogą być skuteczne wszakże jak dotychczas to obszar    ulubiony na spacery ze swoimi pupilami

I co dalej? To raczej zbiornik przeciwpożarowy (glinianka) bo innej korzyści rekreacyjnych z tych stawów trudno się doszukać. Dwie bardzo tragiczne śmierci w 2018 i w 2020 roku młodych ludzi w tym samym miejscu pod lodem to z pewnością sygnał do szybkiej decyzji władz miasta. Czy spacery z pieskiem musiały się tak zakończyć. Czy stawy nie były czynnikiem prowokującym do spacerów w tym miejscu i w czasie spaceru z psem? Nie było by stawu – nie było by tych ofiar.

Może należałoby Stawy klasztorne jak najprędzej zasypać i np. wybudować kort tenisowy lub boisko lub cokolwiek innego dla rekreacji byle by bezpiecznego. A może po prostu utworzyć skrawek zielonego parku spacerowego który i tak na tle “księżycowego” obszaru niezagospodarowanej kopalni piasku trochę poprawił by estetykę tego terenu. W szybkie decyzję władz miasta w tej kwestii raczej nie wierzę, ponieważ już na portalach społecznościowych pojawia się nuta oskarżania tragicznych ofiar według tezy “Sami sobie winni – po co tam chodzili” Mam inne zdanie. Ktoś to wybudował, w jakimś celu i pewnie ktoś opiniował ten projekt pod względem bezpieczeństwa. Owszem wypadki powodują ludzie ale są też takie wypadki że sytuacja, miejsce, sposób wykonania, wszelkiego rodzaju pułapki prowokują do zachowań nie zawinionych , nie przewidywalnych ale te elementy nieprzewidywalne dla zwykłego człowieka powinny być przewidywalne dla autora, projektanta inwestycji i zlecającego zdanie. Czy spacery z pieskiem musiały się tak zakończyć. Czy stawy te tak skonstruowane i w takim stanie oddane do użytku nie były czynnikiem prowokującym do spacerów w tym miejscu i w czasie spaceru z psem? Nie było by stawu – nie było by tych ofiar.

Może należałoby Stawy klasztorne jak najprędzej zasypać i np. wybudować kort tenisowy lub boisko lub cokolwiek innego dla rekreacji byleby bezpiecznego. W szybkie decyzję władz miasta w tej kwestii raczej nie wierzę.

Na portalach społecznościowych już czytam absurdalne zarzuty pod adresem poszkodowanych typu “sami sobie winni” . Mam inne zdanie. Czy spacer z psem i w ogóle spacery w tym miejscu to coś złego. Czy aby ten staw (glinianka) (choć ze znamienną nazwą KLASZTORNA) nie były elementem prowokującym do odwiedzania tego miejsca a jeżeli tak to czy uczyniono wszystko aby ten staw był bezpieczny lub czy były zabezpieczenia w konstrukcji tego zbiornika pozwalające na wydostanie się, w przypadku nagłego i trudnego do przewidzenia wpadnięcia o wody. Pewnie osoby odpowiedzialne z a bezpieczeństwo ludzi w tym mieście realizując taką inwestycje miały na uwadze wszystkie aspekty bezpieczeństwa bo to przecież inwestycja wodna grożna jak zwykle . Czy władze miasta realizując tą inwestycje uzyskały w czasie projektowania i wykonawstwa wszystkie niezbędne opinie dotyczące bezpieczeństwa osób na wypadek takich zdarzeń , Trzeba wszakże uwzględnić – że jest to miejsce gdzie ruch ludzi jest minimalny a z tym związane możliwości zawiadamiania o wypadku i szybkim dojeżdzie służb ratownictwa – istotnie ograniczone

Możliwość komentowania Nowe “Stawy Klasztorne” przy ul Grunwaldzkiej w Słupsku z podwójną śmiercią młodych (bardzo młodych ludzi w 2018 i 2021 r) w tle. – to powód do dumy władz miasta czy też powód do wstydu z tytułu nietrafionej inwestycji. Takich śmiercionośnych zbiorników wodnych (glinianek) w Słupsku nie pamiętam. została wyłączona