Ostatnia droga do Pana Boga? Czy bezpieczna? Bez policji drogowej, bez fotoradaru? Dlaczego na niej tak pusto. Bez znaków drogowych? A gdzie moi najbliżsi kochani pasażerowie? żona, córka, zięć? Gdzie najdroższa wnusia Marysia? Nie zdążyli? Szukam też naszego wyjątkowego pieska . Jak Bóg teraz zdecyduje? – będę na nich czekał. Nie wiem tylko na jakim przystanku? A może jest jakaś iskra nadziei? Coraz trudniej o nadzieję bo otoczenie zakaźnego szpitalnego oddziału dołuje do potęgi. W absolutnej samotności i bezwzględnej izolacji.

Taka była realna myśl w mojej świadomości (jestem przekonany ze także w świadomości wielu chorych w podobnej sytuacji) w momencie najśilniejszego załamania emocjonalnego w nocy w 12 dniu po 14 dniowym pobycie w szpitali zakażnym w Gdańsku i nieprawdopodobnych warunkach szpitalnej izolacji, ale w ramach obowiazujacego prawa.

To opatrzność Boska i dramatyczne rozmowy z córką i żoną po tej batdzo traumatycnej nocy w mojej ocenie i swiadomości pod wzgledem psychicnym i medycznym – krytycznej, ‘-spowodowały jeszczę jedną próbę ,ze przecieź inni tez walczą i wygrywają. Wróciła świadomość że jest dla kogo żyć. NA SIŁĘ WSTANIE Z ŁÓZKA, NA SIŁĘ JEDZENIE, NA SIŁĘ GODZINNE SPACERY W PO SZPITALNEJ SALI i łazience (14 METRÓW W OBIE STRONY) – to niewątpliwie cud choć jeszcze nie wyzdrowienie. W dalszym ciągu oddychanie z wielkim trudem.

13 noc pobytu w szpitalu zakażnym w duzej odlegloscj od rodziny , a test negatywny nie nadchodzi. Nocne złamanie zdrowotne możę bardziej w warstwie psyvhologicznej, oddech trudny do wykonania, czas wypełniony czarnymi myślami a przede wszystkim świadomość skupìania się wyłacznie na próbach głebszgo oddechu bo ten bardzo płytki nie wystarcza choć saturacja dobra i o wspomaganiu tlenem mowy nie ma bo inni potrzebuja bardziej. Ten jest zarezereowany dla osób w cięższym stanie. Jakże muszą oni to cięzko znosić. Niestety nie wszyscy nawet z sąsiedniego łóżka nie mieli szansy przeżycia.

Dzień 13 w szpitalu (właściwie noc bez zmrużenia oka) z łapaniem oddechu ale w warunkach totalnego załamania psychicznego,i jedynej wciąż natrętnej myśli -” że pewna śmierć a z rodzina nie pożegnałem się przed wyjazdem i pewnie nie będzie to możliwe nawet w tej ostatniej drodze..

W tej desperacjji- pogodzony z Bogiem i szczerym rachunku sumienia po przeczytalniu ewangelii wg św. Łukasza – w ciemnosciach nocy szpitalnej na tzw jednoosobowej izolatce – od 2 do 5 rano piszę na komórce ostatnie przeslanie .Jak mam przekazać to kochanej rodzinie ‘ bo przeciez nie moje ewentualne odejście było istotą tego załamania ale świadomość _ jak oni to traumatycznie zdarzenie przeżyją. Przecież są w fazie tej samej choroby z ciężkimi objawami tyle że w warunkach domowych. Rozmowa z córką zaplanowana na poranek – nie dała mi mocy do przekazania tego scenariusza z nocnego załamania. Potem dwa razy psycholog . To była siła od Boga. Ogromna moc sprawcza – uwierzyłem i z marazmu zniechęcenia i zwątpienia tego ranka wstąpiła we mnie moc kolejnej walki. Czy ostatecznie wygranej? To było jednak wciąż łózko szpitalne ale już z długimi spacerami pomiędzy łóżkiem szpitalnym, łazienką bo niestety dalej nie można. MOMENT ŻE WRESZCZIE WYNIK TESTU ZMIENI SIĘ Z NIEDOOKREŚLONEGO NEGATYWNEGO NA NEGATYWNY JAKO BEZWZGLĘDNY WARUNEK OPUSZCZENIA SZPITALA. Szpitala z bardzo dobra załogą, ale także psychicznie i fizycznie wyczerpaną i nie mająca możliwości poświęcenia więcej czasu dla pacjentów mimo że ci bardzo o to błagają. A gdzie koniec tej morderczej szarańczy?

Jestem ponownie z rodziną – bez koronawirusa ale perspektywą że jest nadzieja na przeżywanie podobnie pięknych i szczęśliwych dni z najbliższymi – jak ten z dnia 20 września, który opisywałem na na moim blogu – a po którym przeżyliśmy wirusowy “armagedon”.

Z perspektywy tych traumatycznych przeżyć – ale także świadomości co będzie dalej – nie można inaczej traktować każdego następnego dnia – jak daru od Boskiej Opatrzności,

Poddąbie 20 września 2020

Możliwość komentowania Ostatnia droga do Pana Boga? Czy bezpieczna? Bez policji drogowej, bez fotoradaru? Dlaczego na niej tak pusto. Bez znaków drogowych? A gdzie moi najbliżsi kochani pasażerowie? żona, córka, zięć? Gdzie najdroższa wnusia Marysia? Nie zdążyli? Szukam też naszego wyjątkowego pieska . Jak Bóg teraz zdecyduje? – będę na nich czekał. Nie wiem tylko na jakim przystanku? A może jest jakaś iskra nadziei? Coraz trudniej o nadzieję bo otoczenie zakaźnego szpitalnego oddziału dołuje do potęgi. W absolutnej samotności i bezwzględnej izolacji. została wyłączona